To zdecydowany sygnał, by przyspieszyć transformację energetyczną w Polsce i nie powód do samozadowolenia. Rozwój nadal jest nierównomierny i skupiony w kilku państwach, które odpowiadają za 95 proc. produkcji w Europie.

Na Starym Kontynencie widać dwa równoległe obrazy: z jednej strony rosnącą liczbę instalacji i kapitału, z drugiej – bariery regulacyjne, sieciowe i administracyjne, które hamują szybsze skalowanie.
Branża słusznie podkreśla, że bez większej pewności regulacyjnej, prostszych procedur, sprawniejszego dostępu do substratów i lepszych warunków przyłączeń potencjał pozostanie tylko częściowo wykorzystany.
W Polsce mamy ogromny potencjał techniczny produkcji biometanu z substratów odpadowych, ale realny potencjał wdrożeniowy jest niższy i sektor jest nadal na wczesnym etapie rozwoju. W praktyce oznacza to, że przy 443 biogazowniach działała w kraju tylko jedna biometanownia. To dobrze pokazuje skalę dystansu do liderów europejskich, a nawet do ogarniętej działaniami wojennymi Ukrainy, gdzie funkcjonuje 7 instalacji.
To jednak nie jest opowieść o zapóźnieniu bez szans. Polska ma fundamenty: rosnące zainteresowanie inwestorów, wsparcie publiczne i miejsce biometanu w KPEiK jako paliwa możliwego do mieszania z gazem ziemnym oraz wykorzystania w systemie gazowym.
